Kategorie

  • Brak kategorii

Dzień dobry :)

.. a może już i wieczór, a może wcale nie taki dobry …

ale trzymam się tego, że bardzo dobry. rozjebałam system po całości ups :) robię prawko, po raz trzeci. i to już są schody, żeby przejść chociażby badania, cały tydzień godziny poświęcam. wszystko wyszło spoko, jestem sprawna bardziej niż przeciętna osoba ( a bo zapiedzielam na silowni od marca ), ale neurolog sie doczepil o papiery i wiecej badan. nieg Bog da zebym sie wyrobila <3

chwila prawdy…
wszystko postawilam na jedna karte. Na niego. I ze to on, dla niego wszystko. I ze jestesmy sobie przeznaczeni. Niezbyt mnie rozumial gdy tak pisalam, spotkac sie malo okazji nieoficjalnych. Byl miedzy nami taki ogien, ze stwierdzilam, ze poczekam na niego. Ze nikogo innego nie chce. Tylko jego. No i zeby zgasic troszke ten ogien… ja nie gasze, ja rozpalam. rozpalilam wiec jeszcze wiekszy…

czy nie jest tak, ze chce zrobic te soczki bez cukru, bo cialabym zeby dostal ode mnie cos czego nikt inny nie ma ?

co mogłebym Ci dać, czego nikt inny Cinie da :) ?

 

3 z przodu … i co teraz :)

2017, to już 31 rok :O nie wiem kiedy i na czym to zleciało…
no to może od początku. skończyłam magisterkę w prywatnej fajnej szkole w Warszawie, na finiszu się zakochałam … a że chłopak był z mojego miasta, wróciłam, jeszcze w trakcie studiów. i było dojeżdżanie później. w sumie to mi to pasowało, chciałam wrócić do mojego miasta, zawsze byłam bardzo mocno do niego przywiązana. w ogóle jetem bardzo mocno przywiązana, i to mnie chyba trochę ogranicza, tak metaforycznie stwierdzam.
ale po kolei. przez rok było bajecznie, strasznie mnie kręciło to wszystko, zaręczyliśmy się, miałam w głowie już ślub, dzieci, i generalną sielankę…
skończyło się po roku, zaczęliśmy się kłócić, później coraz mocniej, działy się różne awantury, aż w końcu nie wytrzymałam , oddałam pierścionek i wywaliłam z mieszkania. ( co było moim błędem, lepiej bym zrobiła sprzedając na allegro ). minęły dwa tygodnie a jego już nie było w kraju. a ja zaczęłam tęsknić, dobijać się do niego… kilka razy mi się udało, i byłam mega zmartwiona, gdy zorientowałam się co się dzieje tam gdzie on jest. nie było go kilka miesięcy, ja przez te kilka miesięcy postarzałam się o kilka lat. wrócił. jego przyjaciel z którym mieszkał powiesił się trochę później. i zaczęliśmy się spotykać, ale już nigdy nic nie było tak jak na początku. było tylko gorzej. on alkoholik, do tego agresywny, i bardzo negatywny. a ja w nim widziałam cały czas to dobro z początku naszej znajomości. minęło 5 lat. na 5 rocznicę naszej znajomości pojechałam do niego ( bo znowu się pokłóciliśmy, zresztą cały czas się kłóciliśmy on mnie niszczył a ja jego ). W tzw. międzyczasie w zasadzie zrealizowałam plan z czasu studiów – pracuję w rodzinnej firmie reklamowej. Idzie mi całkiem nieźle, ale stresu mam ogronie dużo. Odkąd on nie mieszka znowu w kraju, dużo mniej. Trochę pustkę czuję i czuję jak bardzo jestem inna od wszystkich. Czasem lepsza, czasem gorsza, ale zawsze inna. A i ten wypadek mocno mi sie dal we znaki. 10 lat jakby nie patrzec minelo. Nie chce nawet do tego wracac, ale z pewnoscia muszę.
I to w srode za tydzien :O bede silna i dam rade.
Generalnie czuje sie bardziej dojrzala. Swiadoma konsekwencji . I swiadoma swoich sklonnosci. Spolecznie sie nie odnajduje zbytnio, sercowo wcale. Rozumiem ze chyba nie jestem na to gotowa. Ale, chyba juz wiem czego unikac. I czego nie unikac – nie unikac siebie. T, co mnie najbardziej interesuje to przyroda, podroze i ptaki. W towarzystwach ornitologicznych tez sie nie do konca odnajduje oczywiscie. Ale dzieki swojej pasji bardzo duzo juz sie dowiedzialam, duzo poznalam… No i z tego sie ciesze, ze potrafie rozpoznawac wszystkie ptaki z lasku kolo mnie.
Z Tata czasem atmosfera jest jak na ostrzu noza. Czuje ze mu sie nie podoba to ze mam kompletnie nieulozone towarzysko zycie. A ja sobie nie potrafie ulozyc w obecnym ukladzie.
Teraz dni sa bardzo krotkie, zimne. Samotne wieczory do niedawna uplywaly mi na paleniu i piciu, co wprowadzalo mnie w dobry nastroj i pozwalalo zapomniec o niespelnionych oczekiwaniach wobec mnie i permanentnej samotnosci. Przy okazji poglebialo oba wymiary. Zmienilam to troche. Teraz malo spie. Siedze do 24, ogladam filmy, sprzatam, gotuje. Robie te wszystkie rzeczy ktore przestalam robic. Wlasnie, dzis musze uprac recznie dwie koszulki i zrobic sobie paznokcie. Kupie też żołądkową, ona jest dla mnie bardzo dobra – nie upijam się tym, tylko trochę zagłębiam się w swój świat, o który chce mi się dbać.
Perspektywa jest dobra, czekam na wiosnę. A jak będzie wiosna to wszystko będzie mi się chciało, w marcu przylecą pierwsze ptaki, ciepło się ubiorę i będę miała zajęcie :)
A właśnie. Zainteresowałam się kimś ze dwa miesiące temu. Kimś z kim mam do czynienia od dawna na gruncie zawodowym. Dając sobie wreszcie spokoj z moim bylym, jakos dzien po dniu na niego zwrocilam uwage. Chlopak raczej ma niewiele czasu. Ciekawe co bedzie z tego. W zasadzie to jest bardzo ciekawe :) Oczywiscie juz sie wkrecilam bardzo, ale od poniedzialku przystopowalam. Stwierdzilam ze to nie tak bedzie ze ja bede do niego wydzwaniac itepe. Albo bedzie po mojemu albo wcale, i to jest jedna z moich mysli przewodnich na 2017r. ;)

Dobry wieczór, jeszcze żyję , i zamierzam jeszcze długo i dobrze żyć.

Zawsze chciałam być anonimowa. Nie radziłam sobie z emocjami odkąd pamiętam. Wybierałam zawsze ucieczkę, czułam się zawsze gorsza. Wypadek w 2007 poważnie wstrząsnął mną, całą moją energię pochłonęło staranie się żeby dojść do zdrowia. Najpierw jak dziecko cieszyłam się z każdego kroku, z każdego słowa, z każdego obrazu. Ciężko mi było cholernie. Fizycznie doszłam do siebie po trzech latach. Wstydziłam się swojego ciała po wypadku i robiłam wszystko, żeby od tego uciec. Jedną z form było pokazywanie swoich blizn a później zamykanie się przed światem, w czterech ścianach z luster. Ból był wielki, z każdym krokiem mnie bolało. Nie poszłam wtedy na terapię. Radziłam sobie sama, na poziomie dotarcia na przystanek, z jednego przystanku na drugi. A później lustra. Z biegiem czasu zdrowie wracało, poszerzały się granice, spotykały mnie różne wydarzenia, od których nie dawało się już uciekać. Więc pomagałam sobie w uciekaniu w taki sposób, jaki znałam od dawna, odurzałam się żeby uciec

I boli nadal. Przyjęłam ten ból, zaakceptowałam go jako część mnie. Żyjemy sobie razem, a odkąd z nim nie walczę, zmienił się w lęk. I w pewnym momencie zdecydowałam, że potrzebuję pomocy. Terapii.

Mój były narzeczony przewiał się w moim życiu ciągle. Rzuciłam go pierwszy raz chyba w 2013, później wracał mieszał mnie z błotem i odchodził, i tak ciągle. Kochałam tego człowieka kiedyś. Innym człowiekiem jest już, poważnie chorym na śmiertelną chorobę alkoholową, który nie chce się leczyć i zło widzi w każdym kto mu chce pomóc. I te pretensje, że znowu z nim, że po co, że jak, żebym się nie przejmowała nim. A ja się przejmowałam, przejmuję nadal, staram się to włożyć w ramę przeczytanej książki której treść dobrze znam,  MI było strasznie. Jemu to wszystko obojętne chyba, tak ta choroba działa. A ja zamiatałam wszystko pod dywan, w końcu zamiotłam też siebie i obudziłam się pod tym wszystkim brudem zamiatanym, i pojechałam do szpitala. Nie pierwszy raz, ale ostatni.

Mam teraz mniej luster, mam kotka bardzo przerażonego, który chowa się w środku kanapy. I dwa akwaria, czasem fascynujące, o które trzeba dbać, żeby były fascynujące. Ogarnięcie dwóch akwariów w moim przypadku trwa cały dzień, a trzeba to robić co kilka dni. Muszę sobie zrobić harmonogram który będę realizować. I rodziców mam, bardzo się boję żeby nie być ich problemem. Tyle przeszli …. I firmę do ogarnięcia, i dużo muszę. I chce uciekać. Nie mogę uciekać, bo pogrążam się tym. Tych wszystkich problemów nie można się bać, bo skończy się źle. Może ten blog mój, założony połowę mojego życia temu, przyda się. Pozdrawiam, napiszę jeszcze tu

 

 

 

Dziś na terapii przypomniałam sobie o tym moim blogu, i stwierdziłam że to dobre miejsce żeby coś napisać czasem.

…. życie życiem, emocje emocjami, i nigdzie nie ma żadnego klucza – to w głowie się drzwi zamyka i otwiera

do tego doszłam of tej magicznej daty
to czarna magia się działa.
zwrócę się w stronę tego co jest mi bliskie, co sprawia że się uśmiecham

odcinam się od  tego co ciągnie mnie w dół, i rani ciągle, manipuluje, wysysa ze mnie siły, karmi kłamstwami i razi egocentryzmem

on

gdzie to wszystko płynie
miłość nienawiść strach zwątpienie
i chwile poza
no gdzie…

jest blisko , ciągle był
dokąd to zmierza…czy dokądś wogóle?
kocham go, cokolwiek

… bo w życiu

Trzeba iść, iść do przodu i mijać, mijać ciągle. Nie stać. Wtedy ciebie wszystko omija. Będziesz mijać i zatrzymasz się kiedyś

Był wszystkim więc wszystko od nowa zaczynam

Kocham życie przecież

mogiła się wydarzyła

nie pozwolę zniszczyć swoich marzeń, nie pozwolę
i to wcale nie jest tak, że to ja w sobie coś muszę zmienić, nie mogę zmienić tego co myślę i tego co czuję – gdybym spróbowała, udusiłabym się to było by sztuczne, udawane
i to jest święte
nie ma już sensu naprawiać tego wszystkiego co było, za dużo tego
może dopiero gdy będę sama popatrzę w lustro z głową do góry i powiem :  Agnieszka, teraz spotkasz kogoś przy kim pojawią się nowe marzenia
bywało u mnie żle
bywało, ślepo traciłam serce i głowę zupełnie bez sensu
teraz – był sens
może tym sensem było właśnie to, żeby docenić wagę swoich marzeń
jaki sens ma spędzanie życia płacząc codziennie, codziennie przyjmując nowe rozczarowanie
chcę mieć marzenia, chce je spełniać, chcę podróżować

dam radę

dam

pyszczak

niesamowita historia się przydarzyła :)
żółtego pyszczaka  - o którym myśleliśmy że został zjedzony przez czarną pielęgniczkę – znalezlismy w filtrze :)

siedzial tam minimum dwa tygodnie. wciągnął go wir przez rurę do środka … dostał się do filtra. i dwa tygodnie w zlewie ;) jest prawie dwa razy mniejszy od pyszczaka pomaraczowego, którego kupiliśmyy razem ;)

a u mnie luty 2013r, miłość jest najcenniejsza

heyy

jestem , po długich przejściach z zalogowaniem itp.

ponieważ piszę prosto z serca – czuje się okropnie bezwartościowa.
moja bajka : kuba-kot-imielnica-rybki-moj tata-rodzina-dziecko ,

oddalam się
czy przybliżam
czas pokaże
chciałabym czas doceniać tak jak kiedyś

chuj bombki strzela

no i jestem.
tam gdzie urodzilam sie. z fajnym chlopakiem, fajna praca. wszystko fajne
a ja placze i placze, ledwo zyje juz.
i juz nie kocham tego zycia. takie małe piękne duże piękne
jakbym błąkała się ciesząc się kwiatkami, powietrzem, każdym dźwiękiem
tam miałabym spokój
nie jestem w stanie powiedzieć co będie dalej
może zostanę, może zamknę się w psychiatryku
może dam się porwać wiatrowi
a może w koncu sama sie stąd usunę, nie chcąc robić krzywdy innym
taki mały człowiek z tak wielkim ego które tak łatwo umarło
chciałabym żeby wszystko było nieważne
to że jest ważne zabiera mi słonce
nie mam słonca
pragnę slonca
a może cos odjebać? po mojemu tak
ale nie mam co
umieram mentalnie, jestem na ostatniej prostej już